poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Rozdział 1

,,W miłości dwie wolności łączą się w jedną słodką niewolę.''


Kobieta o czarnych , długich włosach siedziała przy stole wraz z innymi śmierciożercami. Miało odbyć się spotkanie. Jak zawsze w sprawie Pottera. Teraz na każdym spotkaniu odbywały się takie rozmowy. Nic dziwnego ,że większość wymyśla wymówki by nie słuchać tego zrzędzenia-pomyślała a Czarny Pan pojawił się w salonie.
- Witajcie moi drodzy-powiedział półszeptem stojąc przed stołem.
Jego głos, który niegdyś przyprawiał ją o ciarki ,dziś słysząc go czuła odrazę. Nie wiedziała dlaczego tak się dzieje ale każde słowo wypowiedziane przez jego ohydny i chłodny głos przyprawiał o takie uczucie. W jej oczach pojawiło się lekkie przerażenie gdyż Czarny Pan wyczuł ,że coś z nią nie tak i szedł powoli w jej stronę.
- Czyżby coś się zmieniło Bellatriks ?
- Absolutnie Panie...-wyszeptała z drżeniem w głosie zachowując się tak jak zwykle.
Voldemort tylko spojrzał na nią obojętnym wzrokiem i poszedł zająć miejsce tuż przy Malfoy'u. Gdy tylko ten usiadł Narcyzę przeszył strach a Lucjusz próbował być niewidoczny w zasięgu jego wzroku.
- Zebrałem was tu ,ponieważ mam wam do przekazania ważne informację. Z kilku źródeł dowiedziałem się z Potter jutro punkt 12:00 ma zajęcia w Zakazanym lesie. A teraz słuchajcie uważnie bo to wasze zadanie. Musicie za wszelką cenę oddzielić Pottera od grupy. A jak to zrobicie to już nie moja sprawa-zwrócił wzrok w stronę młodego Malfoy'a gdyż ten ma akurat wtedy z nim zajęcia. A ty zajmiesz się odwróceniem uwagi gajowego-Różdżką wskazał jednego ze śmierciożerców. No to będzie na tyle-zadrwił i odstąpił od stołu.
-A ja Panie?Kogo mam zabić lub poturturować?-Wtrąciła wyglądająca młoda jak na swój wiek czarnowłosa ,wpatrując się w Lorda.
- Doceniam twoje zaangażowanie i rządzę krwi Bellatriks ,ale ty nam się nie przydasz.
Kobieta spuściła głowę na znak niedocenienia przez Czarnego Pana.
Po dalszych kilku godzinach zbędnych dyskusji zebranie dobiegło końca. Większa część śmierciożerców z zadowoleniem opuściła salon. Bella wstała i już miała wychodzić gdy poczuła czyjąś rękę na ramieniu Była zimna i dość blada. Odwróciła się i spostrzegła Czarnego Pana. Swoim wrednym spojrzeniem przyprawiał każdego o ciarki , ale nie Bellę. Ona jako jedyna zachowywała w tym momencie powagę i stała bez żadnego wyrazu twarzy. Jak pusta porcelanowa lalka ,która patrzy na swojego właściciela cały czas tym samym żmudnym wzrokiem i z tym samym półuśmiechem na twarzy.
- Bello...nie umiesz kłamać. My tutaj nie mamy przed sobą żadnych tajemnic. I ciebie ta zasada również dotyczy.- Powiedział obracając w ręku powoli różdżkę.
-Panie ja...mam zły dzień - wymigała się kłamstwem i odwróciła głowę w drugą stronę nie utrzymując z nim kontaktu wzrokowego.
- Skoro nie chcesz mówić..porozmawiamy sobie innym razem. Wynoś się stąd - ostatnie zdanie syknął tak wysokim tonem ,że Bella zniknęła w mgnieniu oka. W salonie stał jeszcze Draco i najwyraźniej widział zaszłą sytuację. Voldemort podszedł szybko do chłopca chcąc mu wpoić jedną z wielu zasad , a mianowicie to ,że nie powinien podsłuchiwać. Lord nie miał teraz nic do roboty. Potter mu na razie nie potrzebny a dziś zabił już sporo ludzi. Postanowił przetestować młodego Malfoy'a. Bez pozwolenia gdzieś się z nim deportował.
Tymczasem Bella przez około godzinę szwendała się po domu siostry nie wiedząc co ze sobą zrobić. Dlaczego Czarny Pan tak na mnie działa?- Rozmyślała po czym usiadła przy kominku.
Dom Malfoy'ów był ogromny. Ściany pokrywała szara farba a na niej widniały rozmaite ruchome obrazy. Atmosfera była ponura. Każdy kto by wszedł nie widziałby szczęśliwej rodziny ,tylko grupkę obcych dla siebie ludzi zamieszkujący stary dom. Wnętrze oświetlało światło pochodzące z kominka i kilka świec wiszących przy suficie. Podłoga była stara i skrzypiała przy każdym choćby najmniejszym kroku. Przy ścianach były poustawiane drewniane meble. Kilka książek było poukładanych na jednym z regałów a tuż obok widniało nie wiele zdjęć rodziny. Mimo ciepła dochodzącego z kominka , nieszczelne okna przepuszczały zimne powietrze. W tej niesamowitej ciszy można było usłyszeć każdy wdech i wydech powietrza. Dokładny rytm wybijany przez serce i przepływającą przez żyły czystą krew. Te przytłaczające myśli rozbiła jej Narcyza.
-Jesteś przemarznięta , może napiłabyś się herbaty? -wyszeptała drwiącym głosem.
-Nie, nie rób sobie kłopotu. Poza tym i tak już idę.-Zdążyła wypowiedzieć te słowa i zniknęła gdzieś zostawiając po sobie pyłki kurzu.

Narcyza kaszlnęła kilka razy ,następnie zajęła miejsce na kanapie tuż obok męża.
Przez krótki czas wpatrywała się w szalejące płomienie i przełykała nerwowo ślinę.
- Jak myślisz...mogło mu się coś stać?
-Nie sądzę. Myślę ,że jeśli będzie wykonywał jego polecenia ten zostawi go żywego.
Lucjusz chciał pocieszyć żonę widząc ją zdenerwowaną ,lecz sam nie wierzył w to co mówił. Usiadł bliżej i chciał okazać jej trochę czułości niestety i to mu nie wyszło. Oboje siedzieli nerwowo popijając gorącą herbatę.
Blado skóry chłopak deportował się do salonu robiąc przy tym zamieszanie. Ściskał mocno rękę i cicho pojękiwał.
-Draco! Wszystko w porządku?Nic ci się nie stało?-Wykrzyknęła podekscytowana kobieta wstając z kanapy i pobiegła przytulić syna.
- Tylko małe draśnięcie ,ale to nic takiego.
-Pokaż.-powiedziała lekko uniesionym tonem.
Draco podciągnął rękaw i wyciągnął rękę ku niej.
Rana była mała ,ale głęboka. Krew nadal ciekła po nadgarstku a on robił się coraz bladszy. Nigdy nie znosił widoku krwi , a przynajmniej nie swojej.
Narcyza za pomocą różdżki wyczarowała bandaże i zawinęła rękę blondyna. Po zrobieniu opatrunku chłopak wyszedł z salonu za prośbą ojca. Lucjusz nie powiedział nic ale gestem zasugerował ,że ma zostawić ich samych.
W tym samym czasie w Hogwarcie odbywały się zajęcia pozalekcyjne dla chętnych. Nie mogło na nich zabraknąć oczywiście Hermiony. Gryfonka z uwagą słuchała profesora , robiąc przy tym długie notatki. Ron i Harry siedzieli na błoniach rozmawiając o tym co teraz będzie. Niedługo kończą rok szkolny a za kilka lat szkołę więc powinni się zastanowić czym powinni się zająć.
- Harry , czym ty się właściwie chcesz zajmować po ukończeniu szkoły?- spytał rudowłosy otwierając pudełko z czekoladową żabą.
- Nie myślałem jeszcze nad tym i ty też nie powinieneś bo nie wiadomo co jeszcze może się w tym czasie wydarzyć-Zaśmiał się przypominając sobie ich wspólne przygody.
- No nie! Znów Nicolas Flamel..to już się robi nudne.-Westchnął Ron wpychając sobie do buzie kolejną żabę.
- Lepsze to niż nic-Uśmiechnął się do przyjaciela.
- Hermiona pewnie zostanie uzdrowicielem albo kimś gdzie mogłabym się popisać swoją wiedzą.
-Ron..-Potter spojrzał na przyjaciela przewracając oczami w ten sposób by ten mógł się domyślić ,że ktoś za nim stoi.
- Co?No przecież wiadome ,że przed kimś będzie chciała się popisać wiedzą gdy skończy szkołę. Może zostanie profesorem....-zaśmiał się nie bardzo wiedząc o co chodzi przyjacielowi który cały czas wywracał oczami i robił różne gesty.
- Nie Ronald , jakbyś chciał wiedzieć nie zostanę uczyć w Hogwarcie- wykrzyknęła wpatrując swoje ślepia w Weasley'a.
Ron odwrócił się szybko i wstał.
- No ale skoro chcesz już wiedzieć , to ja jeszcze nie wiem kim chce zostać. Teraz myślę o ukończeniu szkoły i przez naukę nie mam czasu by rozmyślać nad przyszłością w przeciwności do ciebie.- Zirytowana powiedziała owe słowa , i poszła się przejść po Hogwarckim korytarzu.

Minęła kilku Krukonów i Ślizgonów ,którzy nie zwrócili na nią większej uwagi. Zadumana wzięła książkę do ręki i uważnie czytała tekst. Nie patrzyła przed siebie więc do przewidzenia było to ,że zaraz w kogoś uderzy. Tak i się stało. Książka wypadła jej z rąk i to jeszcze bardziej ją rozzłościło. Oburzona podniosła książkę i zaczęła się drzeć.
- Mógłbyś trochę bardziej uważać jak chodzisz?!
- Nie moja wina ,że ,,siedzisz z głową w książce'' nie patrząc przed siebie.
Gryfonka spojrzała złośliwie na chłopaka i już zamierzała odpowiedzieć ale coś przyciągnęło jej uwagę.
Była to niewielkich rozmiarów książka ,którą trzymał mocno ściśniętą w ręku.
- Masz racje to moja wina. Mogę wiedzieć co czytasz?-Spytała spoglądając na książkę.
- A to chodzi...to książka o anofiach. Przed chwilą ją wypożyczyłem z biblioteki.
- Em...a czym są anofie?
- Długo by opowiadać , może spotkamy się jutro po obiedzie?
- W sumie to nie mam nic lepszego do roboty. Tak więc jutro w bibliotece?
- Dobrze.-Pomachał do niej ręką oddalając się ,aż w końcu zniknął w wielkim tłumie.
Miona odparła mu szerokim uśmiechem i też poszła przed siebie.
Zatrzymując się przy jednym z wielkich okien rozmyślała o różnych sprawach. Coraz mniej czasu spędzała na nauce. Postanowiła nadrobić stracony czas i pobiegła do Biblioteki.
Pogoda zmieniała się niewyobrażalnie szybko. Jeszcze przez chwilę świeciło słońce a teraz chmury zasłoniły je całkowicie , pokrywając też całe niebo. Kilka kropel deszczu spadło ,a wiatr powiewał z różnych stron. Hermiona była już w bibliotece. Podeszła do półki i sięgnęła kilka grubych starych ksiąg. Nie miało większego znaczenia jakiej są grubości. I tak miała zamiar przeczytać je wszystkie. Dzień się kończył a słońce zachodziło powoli za horyzont. Wypogodziło się ale nadal wiał intensywny wiatr. Dwójka przyjaciół wolnym krokiem przechadzała się po szkolnym korytarzu. Tematów na rozmowę im nie brakowało. Choć jeden można by uznać za najważniejszy : Hermiona. Dużo o niej rozmawiali , wspominali ich wspólne przygody przez te ostatnie kilka lat. Nie wyobrażają sobie co by było gdyby jej nie spotkali i nie zaprzyjaźnili się z nią. Mimo wielu grymasów i zbędnych kłótni ich przyjaźń była prawdziwa. A to było najważniejsze. Ze smutkiem mogli stwierdzić ,że będzie im brakować tych wspólnych chwil. Gdyby mogli to powtórzyć...
W ten oto sposób zleciało im kilka dobrych godzin. Na dobre zakończenie dnia postanowili zajrzeć do przyjaciółki. Długo nie musieli się zastanawiać gdzie mogą ją spotkać. To było oczywiste : Biblioteka.
Po drodze wpadli jeszcze do wspólnego pokoju by Ron mógł wziąć ze sobą kilka drobiazgów. W mgnieniu oka pojawili się w bibliotece. Harry szybko spostrzegł przyjaciółkę i podbiegł do niej ciągnąc za sobą Rona.
- Co wy tu robicie ? - uniosła głowę ,ciesząc się na ich widok.
- Stęskniliśmy się za widokiem starej , ciągle uczącej się Hermiony- Zaśmiał się ironicznie Ron.
- Bardzo śmieszne Ronald. Długo nie rozmawialiśmy ,wiecie tak jak dawniej. Co powiecie na jutrzejszy spacer po zajęciach?
-Brzmi świetnie.
-Hmm...ostatnie zajęcia mam z Hagridem więc spotkamy się w zakazanym lesie. Pasuje wam?
No pewnie. To do zobaczenia!-Oboje krzyknęli szczerząc się do Miony.
Na dziś Hermiona miała dość książek. Nieco zmęczona , ruszyła do dormitorium.
Wykąpana i najedzona położyła się wygodnie do łóżka. Sen przyszedł jej bez trudu. Tej nocy wyjątkowo nie męczyły ją koszmary ,które dotychczas miała co noc. Zazwyczaj był to Czarny Pan który zabił wszystkich na jej oczach a następnie celował różdżką w nią. Zielone światło wystrzeliło z jego różdżki a ona upadła na ziemie. W tym właśnie momencie co noc budziła się z krzykiem ,i zalana potem ,lecz jedna myśl nie dawała jej spokoju. Dlaczego w jej śnie pojawia się ten dziwny symbol. Widzi go każdej nocy. Dziwny symbol kształtem przypominał literkę ,,D''.Dokoła jego buchały zielone płomienie a w środku widniał napis : ,,Żyję dwa razy ten kto przeżyję tę przygodę''.Nie miała bladego pojęcia co to może oznaczać ale nie przejmowała się tym zbytnio gdyż była za bardzo zajęta nauką.
Nazajutrz obudziła się trochę później niż zwykle i wyspana ruszyła w stronę łazienki. Przemyła twarz wodą a następnie wzięła się za rozczesanie włosów. Kilka razy przejechała czerwoną szczątkom po nich ,a no koniec za pomocą różdżki spięła je w luźnego koka. Rzęsy lekko przejechała tuszem , a usta podkreśliła jasno różowym błyszczykiem. Włożyła tylko obcisłe jeansy i jasno niebieską koszulkę. Na nią zarzuciła szatę Gryfonów i była gotowa do zajęć. Na wielkiej sali panował hałas. Fred i George już z rana robili każdemu różne psikusy. Pół okiem spoglądała na ślizgonów. Oni jako jedyni siedzieli cicho. Niezadowoleni rzucali mściwe spojrzenia na swoich rówieśników. Oni zawsze będą myśleć ,że są najlepsi. Wygodnie usiadła przy wielkim ,długim stole i zabrała się do jedzenia. Wśród tłumu i krzyku dostrzegła Ginny. Miłym gestem zaproponowała by ta usiadła obok niej. Rudowłosa z chęcią zajęła miejsce obok przyjaciółki i tak zaczęła się krótka ,bezsensowna poranna rozmowa.
- Dużo masz dziś zajęć?-spytała Ginny nakładając sobie na talerz naleśnika.
- Hmm...wróżbiarstwo,numerologia,eliksiry..-w tym momencie na twarzy pojawił się grymas-transmutację i opiekę nad magicznymi zwierzętami.
- To jeszcze nie tak źle. Ja muszę wytrzymać dziś dwie godziny z tą wariatką.-Zaśmiały się obie ,gdyż wróżbiarstwo uznawały za przedmiot zbędny i bezsensowny.
- No to ja pędzę na zajęcia do zobaczenia!- Hermiona uścisnęła przyjaciółkę i wybiegła z Wielkiej Sali w pośpiechu dokańczając kanapkę.
Wróżbiarstwo jak mogła przewidzieć było żmudne. Trealwney cały czas gadała o jakiś bzdurach i czytaniu swojej przyszłości w szklanej kuli.
- Dzisiaj pokażę wam jak zobaczyć w szklanej kuli swoją przyszłość i teraźniejszość. Przy odpowiednich sposobach zobaczycie w kuli swoją sympatie bądź kogoś na kim wam zależy. No to zaczynamy.
Profesor rozdała każdemu po jednej kuli i pokazała co mają robić. Podchodząc do każdego , na głos wydzierała się kogo widzi w ich kuli przez co można się domyśleć uczniowie dostawali rumieńców i jednocześnie byli źli na nią. Nadszedł czas gdy właśnie zbliżała się do Hermiony. Podeszła bliżej i zajrzała w jej kulę. Z zaskoczeniem stwierdziła ,że nikogo w niej nie widzi.
- Jak to nikogo nie ma? Przecież jestem z Ronem i to na nim mi zależy. A co z Harrym? Na jego przyjaźni równie dobrze mi zależy-Nerwowo rozmyślała patrząc w kulę.
- Przykro mi ,nie masz nikogo na kim ci zależy i nikomu nie zależy na tobie.
Na te słowa ślizgońska połowa uczniów zaczęła się śmiać a Gryfoni udawali ,że zachowują powagę ale nie trudno było spostrzec ich uśmieszki.
Cała czerwona z zdenerwowaniem rzuciła kulą o podłogę i wybiegła z sali.
-Ta stara wariatka nie będzie mi mówić ,że na nikim mi nie zależy. To całe wróżbiarstwo to zwykła ściema.- Krzyczała sama do siebie nie zwracając na nikogo uwagi.
- Hermiono czekaj!
Dziewczyna usłyszała czyiś głos dobiegający z tyłu. Obejrzała się za siebie i zobaczyła wysokiego bruneta o czarnych oczach. Nie było można przeoczyć ,iż był nieziemsko przystojny. Dobrze zbudowany chłopak wolnym krokiem podszedł do brunetki i uśmiechnął się lekko. Wszystkie dziewczyny wbijały swe ślepie w jego wzdychając jakby były pod wpływem eliksiru miłosnego. Mógł być z każdą dziewczyną w Hogwarcie ,aczkolwiek jego uwagę przyciągnęła nie przeciętnej urody brunetka. Dla gryfonki nie miał większego znaczenia wygląd, dla niej liczyła się osobowość i inne tego typu cechy ale nie wygląd. Mimo iż był przystojny , na niej nie robiło to większego wrażenia.

- Pamiętasz mnie jeszcze? Wczoraj zaciekawiła cię książka którą trzymałem w ręku mam nadzieję ,że nasze spotkanie w bibliotece nadal jest aktualne.-powiedział z uśmiechem na twarzy.
-Oczywiście ,że cię pamiętam. Musze jednak cię zawieść ale dzisiaj jestem już umówiona z przyjaciółmi.
-Eh..no cóż jakoś to zniosę.
-A mogę wiedzieć chociaż jak masz na imię?-w jej oczach pojawił się błysk ,a usta wykrzywiły się w grymas.
-Max-odpowiedział odgarniając ręką swoje włosy ,które sięgały mu prawie do ramion.
-Ja Hermiona ,ale to już wiesz. Miło było cię poznać Max-w tym momencie podkreśliła jego imię.
-Do zobaczenia jutro na zajęciach.- Puścił jej oczko i uśmiechnął się.
Brunetka nie miała bladego pojęcia co to miało znaczyć ale nie zamierzała szczególnie wiązać się z tym chłopakiem. Mogliby co najwyżej zostać przyjaciółmi. Przez to spotkanie omal nie spóźniłaby się na kolejne zajęcia. Szybko się zorientowała i pobiegła na numerologię.
Kilka kolejnych godzin leciało bardzo wolno. Na dworze robiło się coraz zimniej gdyż zbliżała się zima. Wszystkich cieszyła wiadomość na myśl ,że niedługo ferie świąteczne. Wreszcie spotkają się z rodziną a co najważniejsze odpoczną od nauki. Nawet Hermiona ,która tak uwielbiała się uczyć czuła przemęczenie i z niedoczekaniem oczekiwała ferii. W ciągu całego dnia nie zdarzyło się nic co można by było wspominać. Tak też myślała gdyby nie fakt ,że teraz eliksiry. Chyba nikt nienawidził tej lekcji. Może i lekcje dałoby się polubić ale nie fakt ,że uczy jej profesor Snape. Arogancki nietoperz który odbiera punkty Gryfonom przy każdej choćby najmniejszej okazji. W ten oto sposób ślizgoni jeszcze bardziej byli zachwyceni gdy ich rywalizujący od pokoleń dom w czasie jednej lekcji potrafi stracić aż 50 punktów. W lochach było zimno a atmosfera nie należała do najprzyjemniejszych. Nie dość że nie było okien to w dodatku było strasznie ciemno i krzesła w tej klasie można by uznać za najtwardsze.
Profesor od razu po wejściu klas do lochów , kazał im otworzyć książkę na stronie szesnastej i sporządzić eliksir ,,głębokiego snu''.
-Szczypta pokruszonej nogi żurawia. Szczurzy ogon , wymiociny ogra. Na koniec dobrze wymieszać i wlać wydzielinę z żaby. W ten oto sposób Hermiona błyskawicznie sporządziła eliksir gdy Neville gonił po sali żabę. Niebieski dym unosił się nad kociołkiem a Hermiona czuła coraz większe zmęczenie wdychając go. Ocuciło ją mocne trzaśnięcie z książki w głowę. Odwróciła się szybko i zobaczyła z ironicznym uśmieszkiem profesora ,który najwyraźniej cieszył się ,że może zabrać kolejne punkty Gryffonom.
- -20 punktów zabieram Gryffindorowi za niestosowne zachowanie na lekcji.-Syknął i usiadł przy biurku.
Miona co chwile słyszała tylko głosy profesora ,który odejmował każdemu po kolei po kilka punktów uważając że cały czas coś źle robią. Pod koniec lekcji oznajmił ,że Gryffindor stracił dziś łącznie 60 punktów. To była najgorsza wiadomość ,którą mogli dziś usłyszeć. Aczkolwiek po chwili zmienili zdanie gdy dodał jeszcze ,że Slytherin zyskał 30 punktów za perfekcyjne wykonywanie poleceń. Uczniowie opuścili lochy pędząc jak najszybciej na górę uwalniając się jednocześnie od przytłaczającej atmosfery.
Mimo stracenia sporej ilości punktów z twarzy nie znikały im uśmiechy. Dlaczego tak było?Mieli teraz zajęcia w zakazanym lesie. Lekcje z Hagridem dawały więcej przyjemności niż wiedzy. Bo kto by chciał w przyszłości opiekować się niebezpiecznymi zwierzętami?Na to zdanie nasuwała się tylko jedna myśl o takiej osobie : Hagrid. Uwielbiał niebezpieczne zwierzęta i z wielką przyjemnością przekazywał im informację jak się nimi opiekować , co jedzą i jak bardzo mogą być niebezpiecznie. Każdą lekcje z nim traktowali bardziej jak zabawę niż poważny przedmiot. Szczególnie dlatego ,że na każdej z tych lekcji Draco zostawał upokorzony. Albo chciał pokazać swoją odwagę i kończyło się to tym że zwiewał gdzieś daleko a za nim goniło jakieś niebezpieczne zwierze albo chciał się popisać przed Potterem ,że nie tylko on umie ujarzmić takie zwierzę. Każde z tych podejmowanych prób kończyło się tym samym : ucieczką.

Słońce mocno świeciło ,aczkolwiek nie dawało ciepła. Zimny wiatr pałętał się miedzy drzewami a trawę pokrywał lekko , biały puch. Szybko się topił pod wpływem plusowej temperatury. Uczniowie wyszli ze szkoły minęli chatkę Hagrida i znaleźli się na brzegach Zakazanego Lasu. Gajowy czekał już na nich i machał na znak ,że mają się pośpieszyć i ruszyć tuż za nim....






5 komentarzy:

  1. Świetnie się zapowiada. Mam nadzieje, że wpleciesz gdzieś Severusa z szczęśliwą i kochającą żoną u boku. Proooooooooooooszę *_*
    Pozdrawiam i życzę weny.
    Neffi Snape

    OdpowiedzUsuń
  2. yyy... mam jedną uwagę: czy to nie miał być eliksir słodkiego snu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiem pytania...o który moment ci chodzi albo o co ? xd

      Usuń
  3. Bardzo fajnie się zaczyna! Jestem mega ciekawa jak akcja potoczy się dalej;)
    Pozdrawiam i życzę weny

    OdpowiedzUsuń