,,W miłości dwie wolności łączą się w jedną słodką niewolę.''
Kobieta o czarnych , długich włosach siedziała przy stole wraz z innymi śmierciożercami. Miało odbyć się spotkanie. Jak zawsze w sprawie Pottera. Teraz na każdym spotkaniu odbywały się takie rozmowy. Nic dziwnego ,że większość wymyśla wymówki by nie słuchać tego zrzędzenia-pomyślała a Czarny Pan pojawił się w salonie.
- Witajcie moi
drodzy-powiedział półszeptem stojąc przed stołem.
Jego głos, który
niegdyś przyprawiał ją o ciarki ,dziś słysząc go czuła odrazę.
Nie wiedziała dlaczego tak się dzieje ale każde słowo
wypowiedziane przez jego ohydny i chłodny głos przyprawiał o
takie uczucie. W jej oczach pojawiło się lekkie przerażenie gdyż
Czarny Pan wyczuł ,że coś z nią nie tak i szedł powoli w jej
stronę.
- Czyżby coś
się zmieniło Bellatriks ?
- Absolutnie
Panie...-wyszeptała z drżeniem w głosie zachowując się tak jak
zwykle.
Voldemort tylko
spojrzał na nią obojętnym wzrokiem i poszedł zająć miejsce tuż
przy Malfoy'u. Gdy tylko ten usiadł Narcyzę przeszył strach a
Lucjusz próbował być niewidoczny w zasięgu jego wzroku.
- Zebrałem was
tu ,ponieważ mam wam do przekazania ważne informację. Z kilku
źródeł dowiedziałem się z Potter jutro punkt 12:00 ma zajęcia w
Zakazanym lesie. A teraz słuchajcie uważnie bo to wasze zadanie.
Musicie za wszelką cenę oddzielić Pottera od grupy. A jak to
zrobicie to już nie moja sprawa-zwrócił wzrok w stronę młodego
Malfoy'a gdyż ten ma akurat wtedy z nim zajęcia. A ty zajmiesz się
odwróceniem uwagi gajowego-Różdżką wskazał jednego ze
śmierciożerców. No to będzie na tyle-zadrwił i odstąpił od
stołu.
-A ja Panie?Kogo
mam zabić lub poturturować?-Wtrąciła wyglądająca młoda jak na
swój wiek czarnowłosa ,wpatrując się w Lorda.
- Doceniam twoje
zaangażowanie i rządzę krwi Bellatriks ,ale ty nam się nie
przydasz.
Kobieta spuściła
głowę na znak niedocenienia przez Czarnego Pana.
Po dalszych kilku
godzinach zbędnych dyskusji zebranie dobiegło końca. Większa
część śmierciożerców z zadowoleniem opuściła salon. Bella
wstała i już miała wychodzić gdy poczuła czyjąś rękę na
ramieniu Była zimna i dość blada. Odwróciła się i spostrzegła
Czarnego Pana. Swoim wrednym spojrzeniem przyprawiał każdego o
ciarki , ale nie Bellę. Ona jako jedyna zachowywała w tym momencie
powagę i stała bez żadnego wyrazu twarzy. Jak pusta porcelanowa
lalka ,która patrzy na swojego właściciela cały czas tym samym
żmudnym wzrokiem i z tym samym półuśmiechem na twarzy.
- Bello...nie
umiesz kłamać. My tutaj nie mamy przed sobą żadnych tajemnic. I
ciebie ta zasada również dotyczy.- Powiedział obracając w ręku
powoli różdżkę.
-Panie ja...mam
zły dzień - wymigała się kłamstwem i odwróciła głowę w drugą
stronę nie utrzymując z nim kontaktu wzrokowego.
- Skoro nie
chcesz mówić..porozmawiamy sobie innym razem. Wynoś się stąd -
ostatnie zdanie syknął tak wysokim tonem ,że Bella zniknęła w
mgnieniu oka. W salonie stał jeszcze Draco i najwyraźniej widział
zaszłą sytuację. Voldemort podszedł szybko do chłopca chcąc mu
wpoić jedną z wielu zasad , a mianowicie to ,że nie powinien
podsłuchiwać. Lord nie miał teraz nic do roboty. Potter mu na
razie nie potrzebny a dziś zabił już sporo ludzi. Postanowił
przetestować młodego Malfoy'a. Bez pozwolenia gdzieś się z nim
deportował.
Tymczasem Bella
przez około godzinę szwendała się po domu siostry nie wiedząc co
ze sobą zrobić. Dlaczego Czarny Pan tak na mnie działa?-
Rozmyślała po czym usiadła przy kominku.
Dom Malfoy'ów
był ogromny. Ściany pokrywała szara farba a na niej widniały
rozmaite ruchome obrazy. Atmosfera była ponura. Każdy kto by wszedł
nie widziałby szczęśliwej rodziny ,tylko grupkę obcych dla siebie
ludzi zamieszkujący stary dom. Wnętrze oświetlało światło
pochodzące z kominka i kilka świec wiszących przy suficie. Podłoga
była stara i skrzypiała przy każdym choćby najmniejszym kroku.
Przy ścianach były poustawiane drewniane meble. Kilka książek
było poukładanych na jednym z regałów a tuż obok widniało nie
wiele zdjęć rodziny. Mimo ciepła dochodzącego z kominka ,
nieszczelne okna przepuszczały zimne powietrze. W tej niesamowitej
ciszy można było usłyszeć każdy wdech i wydech powietrza.
Dokładny rytm wybijany przez serce i przepływającą przez żyły
czystą krew. Te przytłaczające myśli rozbiła jej Narcyza.
-Jesteś
przemarznięta , może napiłabyś się herbaty? -wyszeptała
drwiącym głosem.
-Nie, nie rób
sobie kłopotu. Poza tym i tak już idę.-Zdążyła wypowiedzieć te
słowa i zniknęła gdzieś zostawiając po sobie pyłki kurzu.
Narcyza kaszlnęła
kilka razy ,następnie zajęła miejsce na kanapie tuż obok męża.
Przez krótki
czas wpatrywała się w szalejące płomienie i przełykała nerwowo
ślinę.
- Jak
myślisz...mogło mu się coś stać?
-Nie sądzę.
Myślę ,że jeśli będzie wykonywał jego polecenia ten zostawi go
żywego.
Lucjusz chciał
pocieszyć żonę widząc ją zdenerwowaną ,lecz sam nie wierzył w
to co mówił. Usiadł bliżej i chciał okazać jej trochę czułości
niestety i to mu nie wyszło. Oboje siedzieli nerwowo popijając
gorącą herbatę.
Blado skóry
chłopak deportował się do salonu robiąc przy tym zamieszanie.
Ściskał mocno rękę i cicho pojękiwał.
-Draco! Wszystko
w porządku?Nic ci się nie stało?-Wykrzyknęła podekscytowana
kobieta wstając z kanapy i pobiegła przytulić syna.
- Tylko małe
draśnięcie ,ale to nic takiego.
-Pokaż.-powiedziała
lekko uniesionym tonem.
Draco podciągnął
rękaw i wyciągnął rękę ku niej.
Rana była mała
,ale głęboka. Krew nadal ciekła po nadgarstku a on robił się
coraz bladszy. Nigdy nie znosił widoku krwi , a przynajmniej nie
swojej.
Narcyza za pomocą
różdżki wyczarowała bandaże i zawinęła rękę blondyna. Po
zrobieniu opatrunku chłopak wyszedł z salonu za prośbą ojca.
Lucjusz nie powiedział nic ale gestem zasugerował ,że ma zostawić
ich samych.
W tym samym
czasie w Hogwarcie odbywały się zajęcia pozalekcyjne dla chętnych.
Nie mogło na nich zabraknąć oczywiście Hermiony. Gryfonka z uwagą
słuchała profesora , robiąc przy tym długie notatki. Ron i Harry
siedzieli na błoniach rozmawiając o tym co teraz będzie. Niedługo
kończą rok szkolny a za kilka lat szkołę więc powinni się
zastanowić czym powinni się zająć.
- Harry , czym ty
się właściwie chcesz zajmować po ukończeniu szkoły?- spytał
rudowłosy otwierając pudełko z czekoladową żabą.
- Nie myślałem
jeszcze nad tym i ty też nie powinieneś bo nie wiadomo co jeszcze
może się w tym czasie wydarzyć-Zaśmiał się przypominając sobie
ich wspólne przygody.
- No nie! Znów
Nicolas Flamel..to już się robi nudne.-Westchnął Ron wpychając
sobie do buzie kolejną żabę.
- Lepsze to niż
nic-Uśmiechnął się do przyjaciela.
- Hermiona pewnie
zostanie uzdrowicielem albo kimś gdzie mogłabym się popisać swoją
wiedzą.
-Ron..-Potter
spojrzał na przyjaciela przewracając oczami w ten sposób by ten
mógł się domyślić ,że ktoś za nim stoi.
- Co?No przecież
wiadome ,że przed kimś będzie chciała się popisać wiedzą gdy
skończy szkołę. Może zostanie profesorem....-zaśmiał się nie
bardzo wiedząc o co chodzi przyjacielowi który cały czas wywracał
oczami i robił różne gesty.
- Nie Ronald ,
jakbyś chciał wiedzieć nie zostanę uczyć w Hogwarcie-
wykrzyknęła wpatrując swoje ślepia w Weasley'a.
Ron odwrócił
się szybko i wstał.
- No ale skoro
chcesz już wiedzieć , to ja jeszcze nie wiem kim chce zostać.
Teraz myślę o ukończeniu szkoły i przez naukę nie mam czasu by
rozmyślać nad przyszłością w przeciwności do ciebie.-
Zirytowana powiedziała owe słowa , i poszła się przejść po
Hogwarckim korytarzu.
Minęła kilku
Krukonów i Ślizgonów ,którzy nie zwrócili na nią większej
uwagi. Zadumana wzięła książkę do ręki i uważnie czytała
tekst. Nie patrzyła przed siebie więc do przewidzenia było to ,że
zaraz w kogoś uderzy. Tak i się stało. Książka wypadła jej z
rąk i to jeszcze bardziej ją rozzłościło. Oburzona podniosła
książkę i zaczęła się drzeć.
- Mógłbyś
trochę bardziej uważać jak chodzisz?!
- Nie moja wina
,że ,,siedzisz z głową w książce'' nie patrząc przed siebie.
Gryfonka
spojrzała złośliwie na chłopaka i już zamierzała odpowiedzieć
ale coś przyciągnęło jej uwagę.
Była to
niewielkich rozmiarów książka ,którą trzymał mocno ściśniętą
w ręku.
- Masz racje to
moja wina. Mogę wiedzieć co czytasz?-Spytała spoglądając na
książkę.
- A to
chodzi...to książka o anofiach. Przed chwilą ją wypożyczyłem z
biblioteki.
- Em...a czym są
anofie?
- Długo by
opowiadać , może spotkamy się jutro po obiedzie?
- W sumie to nie
mam nic lepszego do roboty. Tak więc jutro w bibliotece?
-
Dobrze.-Pomachał do niej ręką oddalając się ,aż w końcu
zniknął w wielkim tłumie.
Miona odparła mu
szerokim uśmiechem i też poszła przed siebie.
Zatrzymując się
przy jednym z wielkich okien rozmyślała o różnych sprawach. Coraz
mniej czasu spędzała na nauce. Postanowiła nadrobić stracony czas
i pobiegła do Biblioteki.
Pogoda zmieniała
się niewyobrażalnie szybko. Jeszcze przez chwilę świeciło słońce
a teraz chmury zasłoniły je całkowicie , pokrywając też całe
niebo. Kilka kropel deszczu spadło ,a wiatr powiewał z różnych
stron. Hermiona była już w bibliotece. Podeszła do półki i
sięgnęła kilka grubych starych ksiąg. Nie miało większego
znaczenia jakiej są grubości. I tak miała zamiar przeczytać je
wszystkie. Dzień się kończył a słońce zachodziło powoli za
horyzont. Wypogodziło się ale nadal wiał intensywny wiatr. Dwójka
przyjaciół wolnym krokiem przechadzała się po szkolnym korytarzu.
Tematów na rozmowę im nie brakowało. Choć jeden można by uznać
za najważniejszy : Hermiona. Dużo o niej rozmawiali , wspominali
ich wspólne przygody przez te ostatnie kilka lat. Nie wyobrażają
sobie co by było gdyby jej nie spotkali i nie zaprzyjaźnili się z
nią. Mimo wielu grymasów i zbędnych kłótni ich przyjaźń była
prawdziwa. A to było najważniejsze. Ze smutkiem mogli stwierdzić
,że będzie im brakować tych wspólnych chwil. Gdyby mogli to
powtórzyć...
W ten oto sposób
zleciało im kilka dobrych godzin. Na dobre zakończenie dnia
postanowili zajrzeć do przyjaciółki. Długo nie musieli się
zastanawiać gdzie mogą ją spotkać. To było oczywiste :
Biblioteka.
Po drodze wpadli
jeszcze do wspólnego pokoju by Ron mógł wziąć ze sobą kilka
drobiazgów. W mgnieniu oka pojawili się w bibliotece. Harry szybko
spostrzegł przyjaciółkę i podbiegł do niej ciągnąc za sobą
Rona.
- Co wy tu
robicie ? - uniosła głowę ,ciesząc się na ich widok.
- Stęskniliśmy
się za widokiem starej , ciągle uczącej się Hermiony- Zaśmiał
się ironicznie Ron.
- Bardzo śmieszne
Ronald. Długo nie rozmawialiśmy ,wiecie tak jak dawniej. Co
powiecie na jutrzejszy spacer po zajęciach?
-Brzmi świetnie.
-Hmm...ostatnie
zajęcia mam z Hagridem więc spotkamy się w zakazanym lesie. Pasuje
wam?
No pewnie. To do
zobaczenia!-Oboje krzyknęli szczerząc się do Miony.
Na dziś Hermiona
miała dość książek. Nieco zmęczona , ruszyła do dormitorium.
Wykąpana i
najedzona położyła się wygodnie do łóżka. Sen przyszedł jej
bez trudu. Tej nocy wyjątkowo nie męczyły ją koszmary ,które
dotychczas miała co noc. Zazwyczaj był to Czarny Pan który zabił
wszystkich na jej oczach a następnie celował różdżką w nią.
Zielone światło wystrzeliło z jego różdżki a ona upadła na
ziemie. W tym właśnie momencie co noc budziła się z krzykiem ,i
zalana potem ,lecz jedna myśl nie dawała jej spokoju. Dlaczego w
jej śnie pojawia się ten dziwny symbol. Widzi go każdej nocy.
Dziwny symbol kształtem przypominał literkę ,,D''.Dokoła jego
buchały zielone płomienie a w środku widniał napis : ,,Żyję dwa
razy ten kto przeżyję tę przygodę''.Nie miała bladego pojęcia
co to może oznaczać ale nie przejmowała się tym zbytnio gdyż
była za bardzo zajęta nauką.
Nazajutrz
obudziła się trochę później niż zwykle i wyspana ruszyła w
stronę łazienki. Przemyła twarz wodą a następnie wzięła się
za rozczesanie włosów. Kilka razy przejechała czerwoną szczątkom
po nich ,a no koniec za pomocą różdżki spięła je w luźnego
koka. Rzęsy lekko przejechała tuszem , a usta podkreśliła jasno
różowym błyszczykiem. Włożyła tylko obcisłe jeansy i jasno
niebieską koszulkę. Na nią zarzuciła szatę Gryfonów i była
gotowa do zajęć. Na wielkiej sali panował hałas. Fred i George
już z rana robili każdemu różne psikusy. Pół okiem spoglądała
na ślizgonów. Oni jako jedyni siedzieli cicho. Niezadowoleni
rzucali mściwe spojrzenia na swoich rówieśników. Oni zawsze będą
myśleć ,że są najlepsi. Wygodnie usiadła przy wielkim ,długim
stole i zabrała się do jedzenia. Wśród tłumu i krzyku dostrzegła
Ginny. Miłym gestem zaproponowała by ta usiadła obok niej.
Rudowłosa z chęcią zajęła miejsce obok przyjaciółki i tak
zaczęła się krótka ,bezsensowna poranna rozmowa.
- Dużo masz dziś
zajęć?-spytała Ginny nakładając sobie na talerz naleśnika.
-
Hmm...wróżbiarstwo,numerologia,eliksiry..-w tym momencie na twarzy
pojawił się grymas-transmutację i opiekę nad magicznymi
zwierzętami.
- To jeszcze nie
tak źle. Ja muszę wytrzymać dziś dwie godziny z tą
wariatką.-Zaśmiały się obie ,gdyż wróżbiarstwo uznawały za
przedmiot zbędny i bezsensowny.
- No to ja pędzę
na zajęcia do zobaczenia!- Hermiona uścisnęła przyjaciółkę i
wybiegła z Wielkiej Sali w pośpiechu dokańczając kanapkę.
Wróżbiarstwo
jak mogła przewidzieć było żmudne. Trealwney cały czas gadała o
jakiś bzdurach i czytaniu swojej przyszłości w szklanej kuli.
- Dzisiaj pokażę
wam jak zobaczyć w szklanej kuli swoją przyszłość i
teraźniejszość. Przy odpowiednich sposobach zobaczycie w kuli
swoją sympatie bądź kogoś na kim wam zależy. No to zaczynamy.
Profesor rozdała
każdemu po jednej kuli i pokazała co mają robić. Podchodząc do
każdego , na głos wydzierała się kogo widzi w ich kuli przez co
można się domyśleć uczniowie dostawali rumieńców i jednocześnie
byli źli na nią. Nadszedł czas gdy właśnie zbliżała się do
Hermiony. Podeszła bliżej i zajrzała w jej kulę. Z zaskoczeniem
stwierdziła ,że nikogo w niej nie widzi.
- Jak to nikogo
nie ma? Przecież jestem z Ronem i to na nim mi zależy. A co z
Harrym? Na jego przyjaźni równie dobrze mi zależy-Nerwowo
rozmyślała patrząc w kulę.
- Przykro mi ,nie
masz nikogo na kim ci zależy i nikomu nie zależy na tobie.
Na te słowa
ślizgońska połowa uczniów zaczęła się śmiać a Gryfoni
udawali ,że zachowują powagę ale nie trudno było spostrzec ich
uśmieszki.
Cała czerwona z
zdenerwowaniem rzuciła kulą o podłogę i wybiegła z sali.
-Ta stara
wariatka nie będzie mi mówić ,że na nikim mi nie zależy. To całe
wróżbiarstwo to zwykła ściema.- Krzyczała sama do siebie nie
zwracając na nikogo uwagi.
- Hermiono
czekaj!
Dziewczyna
usłyszała czyiś głos dobiegający z tyłu. Obejrzała się za
siebie i zobaczyła wysokiego bruneta o czarnych oczach. Nie było
można przeoczyć ,iż był nieziemsko przystojny. Dobrze zbudowany
chłopak wolnym krokiem podszedł do brunetki i uśmiechnął się
lekko. Wszystkie dziewczyny wbijały swe ślepie w jego wzdychając
jakby były pod wpływem eliksiru miłosnego. Mógł być z każdą
dziewczyną w Hogwarcie ,aczkolwiek jego uwagę przyciągnęła nie
przeciętnej urody brunetka. Dla gryfonki nie miał większego
znaczenia wygląd, dla niej liczyła się osobowość i inne tego
typu cechy ale nie wygląd. Mimo iż był przystojny , na niej nie
robiło to większego wrażenia.
- Pamiętasz mnie
jeszcze? Wczoraj zaciekawiła cię książka którą trzymałem w
ręku mam nadzieję ,że nasze spotkanie w bibliotece nadal jest
aktualne.-powiedział z uśmiechem na twarzy.
-Oczywiście ,że
cię pamiętam. Musze jednak cię zawieść ale dzisiaj jestem już
umówiona z przyjaciółmi.
-Eh..no cóż
jakoś to zniosę.
-A mogę wiedzieć
chociaż jak masz na imię?-w jej oczach pojawił się błysk ,a usta
wykrzywiły się w grymas.
-Max-odpowiedział
odgarniając ręką swoje włosy ,które sięgały mu prawie do
ramion.
-Ja Hermiona ,ale
to już wiesz. Miło było cię poznać Max-w tym momencie
podkreśliła jego imię.
-Do zobaczenia
jutro na zajęciach.- Puścił jej oczko i uśmiechnął się.
Brunetka nie
miała bladego pojęcia co to miało znaczyć ale nie zamierzała
szczególnie wiązać się z tym chłopakiem. Mogliby co najwyżej
zostać przyjaciółmi. Przez to spotkanie omal nie spóźniłaby się
na kolejne zajęcia. Szybko się zorientowała i pobiegła na
numerologię.
Kilka kolejnych
godzin leciało bardzo wolno. Na dworze robiło się coraz zimniej
gdyż zbliżała się zima. Wszystkich cieszyła wiadomość na myśl
,że niedługo ferie świąteczne. Wreszcie spotkają się z rodziną
a co najważniejsze odpoczną od nauki. Nawet Hermiona ,która tak
uwielbiała się uczyć czuła przemęczenie i z niedoczekaniem
oczekiwała ferii. W ciągu całego dnia nie zdarzyło się nic co
można by było wspominać. Tak też myślała gdyby nie fakt ,że
teraz eliksiry. Chyba nikt nienawidził tej lekcji. Może i lekcje
dałoby się polubić ale nie fakt ,że uczy jej profesor Snape.
Arogancki nietoperz który odbiera punkty Gryfonom przy każdej
choćby najmniejszej okazji. W ten oto sposób ślizgoni jeszcze
bardziej byli zachwyceni gdy ich rywalizujący od pokoleń dom w
czasie jednej lekcji potrafi stracić aż 50 punktów. W lochach było
zimno a atmosfera nie należała do najprzyjemniejszych. Nie dość
że nie było okien to w dodatku było strasznie ciemno i krzesła w
tej klasie można by uznać za najtwardsze.
Profesor od razu
po wejściu klas do lochów , kazał im otworzyć książkę na
stronie szesnastej i sporządzić eliksir ,,głębokiego snu''.
-Szczypta
pokruszonej nogi żurawia. Szczurzy ogon , wymiociny ogra. Na koniec
dobrze wymieszać i wlać wydzielinę z żaby. W ten oto sposób
Hermiona błyskawicznie sporządziła eliksir gdy Neville gonił po
sali żabę. Niebieski dym unosił się nad kociołkiem a Hermiona
czuła coraz większe zmęczenie wdychając go. Ocuciło ją mocne
trzaśnięcie z książki w głowę. Odwróciła się szybko i
zobaczyła z ironicznym uśmieszkiem profesora ,który najwyraźniej
cieszył się ,że może zabrać kolejne punkty Gryffonom.
- -20 punktów
zabieram Gryffindorowi za niestosowne zachowanie na lekcji.-Syknął
i usiadł przy biurku.
Miona co chwile
słyszała tylko głosy profesora ,który odejmował każdemu po
kolei po kilka punktów uważając że cały czas coś źle robią.
Pod koniec lekcji oznajmił ,że Gryffindor stracił dziś łącznie
60 punktów. To była najgorsza wiadomość ,którą mogli dziś
usłyszeć. Aczkolwiek po chwili zmienili zdanie gdy dodał jeszcze
,że Slytherin zyskał 30 punktów za perfekcyjne wykonywanie
poleceń. Uczniowie opuścili lochy pędząc jak najszybciej na górę
uwalniając się jednocześnie od przytłaczającej atmosfery.
Mimo stracenia
sporej ilości punktów z twarzy nie znikały im uśmiechy. Dlaczego
tak było?Mieli teraz zajęcia w zakazanym lesie. Lekcje z Hagridem
dawały więcej przyjemności niż wiedzy. Bo kto by chciał w
przyszłości opiekować się niebezpiecznymi zwierzętami?Na to
zdanie nasuwała się tylko jedna myśl o takiej osobie : Hagrid.
Uwielbiał niebezpieczne zwierzęta i z wielką przyjemnością
przekazywał im informację jak się nimi opiekować , co jedzą i
jak bardzo mogą być niebezpiecznie. Każdą lekcje z nim traktowali
bardziej jak zabawę niż poważny przedmiot. Szczególnie dlatego
,że na każdej z tych lekcji Draco zostawał upokorzony. Albo chciał
pokazać swoją odwagę i kończyło się to tym że zwiewał gdzieś
daleko a za nim goniło jakieś niebezpieczne zwierze albo chciał
się popisać przed Potterem ,że nie tylko on umie ujarzmić takie
zwierzę. Każde z tych podejmowanych prób kończyło się tym samym
: ucieczką.
Słońce mocno
świeciło ,aczkolwiek nie dawało ciepła. Zimny wiatr pałętał
się miedzy drzewami a trawę pokrywał lekko , biały puch. Szybko
się topił pod wpływem plusowej temperatury. Uczniowie wyszli ze
szkoły minęli chatkę Hagrida i znaleźli się na brzegach
Zakazanego Lasu. Gajowy czekał już na nich i machał na znak ,że
mają się pośpieszyć i ruszyć tuż za nim....



Świetnie się zapowiada. Mam nadzieje, że wpleciesz gdzieś Severusa z szczęśliwą i kochającą żoną u boku. Proooooooooooooszę *_*
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę weny.
Neffi Snape
Ładnie :)
OdpowiedzUsuńyyy... mam jedną uwagę: czy to nie miał być eliksir słodkiego snu?
OdpowiedzUsuńNie rozumiem pytania...o który moment ci chodzi albo o co ? xd
UsuńBardzo fajnie się zaczyna! Jestem mega ciekawa jak akcja potoczy się dalej;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę weny